Dobrze, dziś notka ze specjalną dedykacją
do wszystkich, którzy uwielbiają bezsensowny rozlew krwi, flaki, mordowanie,
psycholi i jeszcze raz krew. ;) Tak, do was mówię xD
Vol. 2
Piętnaście
lat później
***
Jen siedziała w ulubionym fotelu Skippera,
w tym czerwonym stojącym najbliżej kominka, od którego biło ciepło ognia.
Czerwone języki lizały kawałek dębowego drewna, wrzucony przez nią kilkanaście
sekund temu. Jeszcze raz podeszła do okna, by spojrzeć na śnieżycę, szalejącą
na dworze. Wiata została już całkowicie przysypana białym puchem, na gałęziach
drzew zaległy istne zaspy. Pada
już od trzech dni, pomyślała, Jak
tak dalej pójdzie, to całkowicie nas odetnie od świata. Nagle poczuła przyjemny zapach
pieczonego ciasta ze śliwkami, które tak uwielbiał jej mąż. Uśmiechnęła się na
ten zapach. Skierowała się ku kuchni, ale jej uszu doszło głośne pukanie. Kogo niesie w taką zawieruchę? Doszła do drzwi, odgarnęła z twarzy
kosmyk czarnych niczym noc włosów i otworzyła nieznajomym, wpuszczając do pokoju
zimne powietrze. W progu stali dwaj mężczyźni. Ten po lewej był milczący i miał
paskudną bliznę po lewej stronie twarzy. Patrzył na nią swoimi zimnymi i
obojętnymi oczami. Zaś drugi mógłby uchodzić za nawet przystojnego, gdyby nie
pusty oczodół w miejscu prawego oka. Wielkie płatki śniegu topniały na ich
piórach.